O chodzeniu z kamykiem w bucie… tylko po co?

Gdzieś po drodze co jakiś czas wpadają mi do buta kamyczki. Takie malutkie. Nie zatrzymują mnie w miejscu, ale uwierają przy każdym kroku. I wiesz co? Zorientowałam się, że do każdego kamyczka w bucie można się przyzwyczaić – tylko po co?

Ten kamyczek to czasem relacja, która dawno przestała mnie wspierać, ale wciąż ją ciągnę, bo tak jest łatwiej niż powiedzieć dziękuję, już wystarczy. Innym razem to zwykły drobiazg w domu, jak prześcieradło, które co noc ucieka z materaca. Mogłabym kupić takie na gumkę i mieć spokój, ale przyzwyczaiłam się. I niby to nic wielkiego, bo przecież żyć się da, szkoda tylko, że poranek rozpoczynam od myśli “nie no, znowu trzeba poprawić” 😉

Człowiek może przyzwyczaić się do wszystkiego. I do tego, co dobre, i do tego, co odbiera nam komfort. Skoro nie zagraża życiu, to jakoś idziemy dalej. Tylko że każdy taki kamyczek zabiera trochę lekkości. A gdy zbierze się ich więcej, nagle okazuje się, że wcale nie idę tak swobodnie, jak bym mogła.

Dlatego uczę się zatrzymywać i regularnie sprawdzać co jeszcze uwiera? Co mogę zmienić, żeby było lżej, przyjemniej? Bo w ostatecznym rozrachunku zawsze warto.

#kwiatsukcesu #rozwojosobisty #świadomeżycie #kobiecasiła #intuicja #życiewzgodziezesobą #odwaga #wdzięczność #drogarozwoju #lekkość